Z wizytą w Parku Narodowym Rzeki Gambia
Pierwsza noc z aucie upłynęła nam szybko i spokojnie, a pobudkę zaplanowaliśmy wcześnie, aby wschód słońca zobaczyć już nad rzeką. Poprzedniego
wieczoru zwiedzaliśmy nieco to miejsce i wiemy, że jest tu wysoko położona platforma widokowa nad samym brzegiem.
Nasza baza noclegowa, droga dojazdowa kończy się wiatą, stąd mamy około 5min do rzeki i Projektu Ratowania Szympansów
Bardzo łatwo odnaleźć ścieżkę, która prowadzi do zabudowań Badi Majo, bo tak lokalnie nazywa się to miejsce
Projekt zatrudnia kilkanaście osób, które codziennie pokonują kilka kilometrów pieszo żeby stawić się w pracy
Bliżej wody coraz więcej zarośli i jeszcze bardziej malownicza ścieżka
Sercem całego projektu jest 5 wysp, które nazywa się Wyspami Baboon lub też Wyspami Szympansów. Cały ten archipelag
włączono do Parku Narodowego w 1978r. a już rok później wystartował Projekt Ratowania Szympansów.
Małpy trafiają tutaj z całej Afryki, głównie odbierane kłusownikom lub skonfiskowane od osób prywatnych. Następnie przewożone
są na wyspy, gdzie na stosunkowo małym obszarze dochodzą do siebie po stresie lub uczą się ponownie życia w dziczy.
Szympansy zamieszkują jedynie trzy największe z pięciu wysp archipelagu
Nad ranem jest tutaj magicznie, śpiewają ptaki, woda jest spokojna a od wysp dochodzą odgłosy małp
Przewodnik "Bo" oprowadza nas po części przeznaczonej dla pracowników i opowiada nieco o całym przedsięwzięciu. Obecnie pod ich
opieką jest ponad 50 zwierząt, które tworzą 3 rodziny, prawie połowa z nich, to osobniki urodzone w tym miejscu. Wokół wysp mogą poruszać
się jedynie pracownicy parku, nawet do łódek z turystami z Kuntaur dosiada się zawsze strażnik parku. Dzieje się tak dlatego, że
do wysp pod żadnym pozorem nie można cumować łodzią, nie mówiąc już o wysiadaniu na brzegu.
Na trasie całej wycieczki towarzyszy nam suczka Bo, która skutecznie płoszy ptaki i ugania się za mniejszymi małpkami
Kadr z filmu, na którym udało mi się zarejestrować młode koczkodany przed jednym z budynków gospodarczych
Małpy z buszu są tutaj bardzo oswojone z obecnością człowieka i pozwalają mu zbliżyć się na małe odległości, a nawet karmić z ręki
Tak naprawdę szympansy opuściły te tereny na początku XXw. jednak wyspy, to nadal idealne miejsce do życia dla tych zwierząt. Teren
archipelagu to ponad 500ha tropikalnych lasów odizolowanych od obecności człowieka.
Poza wieloma gatunkami małp spotkamy tutaj również hipopotamy,
krokodyle a nawet kobry, nie wspominając o niezliczonych gatunkach ptaków i owadów.
Klatki do przewodu szympansów, niestety nie udało nam się spotkać z tymi zwierzętami na terenie obiektu, nie przetrzymuje się ich tu długo
Taras widokowy, a za wodą dom jednych z najbardziej zbliżonych do człowieka stworzeń na ziemi
Posiadając ze sobą lornetkę można przy odrobinie szczęścia zaobserwować małpy w koronach drzew na wyspie
Na drewnianym tarasie widokowym czekamy na wschód słońca
I ciągle jest z nami nasz pies przewodnik
Już teraz możemy powiedzieć, że to jeden z najpiękniejszych poranków jakiego doświadczyliśmy w czasie całej podróży
I zza wyspy wygląda słońce
Przy tak pięknych okolicznościach przyrody postanawiamy wypić herbatkę i zjeść śniadanie
Promienie słońca zaczynają nas ogrzewać
Wracamy pod wiatę, gdzie czeka nasze auto by za chwilę ruszyć w dalszą drogę
Jeszcze garść bieżących informacji, bo wszystkie przewodniki podają nieaktualne strony internetowe i telefony do Badi Majo. Od śmierci
Stelli Brewer w 2008 roku, która zajmowała się tym miejscem od momentu jego założenia, rząd Gambii powieżył tą misję Amerykanom. Jeżeli korzystamy z
wydań przewodników starszych niż 2009r. to mamy do czynienia z błędnymi danymi kontaktowymi.
Aktualnie managerem do końca tego roku jest Bo Banks (bobanks@gmail.com), a koordynatorem projektu jest Janis Carter i wszelkie
informację i rezerwację można dokonywać poprzez email baboonislands@gmail.com. Niestety nie ma jeszcze strony internetowej. Planując wizytę należy pamiętać, że przebywać
na terenie obiekty można od czwartku do niedzieli.
Mimo wysokiej ceny za nocleg warto odwiedzić to miejsce z uwagi na jego atrakcje przyrodnicze, położenie i sympatycznych ludzi. W cenie 100EUR mamy transfer łodzią
z Kuntaur do Badi Majo, wszystkie posiłki, nocleg, wycieczkę wokół wysp w poszukiwaniu szympansów, wycieczkę do pobliskiej wioski i transfer powrotny. Przy każdym
kolejnym noclegu atrakcji może być coraz więcej. Nam udało się za darmo zobaczyć jak działa Projekt Ratowania Szympansów.
W drodze na parking w koronach drzew cały czas towarzyszyły nam małpki
Pozostałościami po śniadaniu podzieliliśmy się z koczkodanami, które w zasadzie jadły nam z ręki
Podczas gdy małpki przyglądały nam się uważnie, my po spakowaniu zaczęliśmy opuszczać Badi Majo
Ta sama droga powrotna, którą pokonywaliśmy poprzedniego dnia, znowu musimy dostać się do Kudang i asfaltu
Szybko mijamy malownicze wioski, w których mimo wielkich chęci nie możemy zatrzymać się na dłużej
Jeszcze przed południem możemy obserwować codzienne życie toczące się w wioskach
Dzieci zawsze z uśmiechem i ochoczo machały do nas na poboczu
Nasz kolejny przystanek to miasto Janjangbureh, znane również pod nazwą Georgetown. Odległość od Badi Majo
to jakieś 70km, więc w niecałe 2godz. jesteśmy już na miejscu.
Znajdujemy się w jednej z pięciu dywizji na jakie podzielona jest administracyjnie Gambia, Central River Division jest jednocześnie największa
Całe Janjangbureh położone jest na wyspie McCarthy, od południa dostaniemy się na nią mostem, wyjeżdżając na północ będziemy zmuszeni
skorzystać z usług promu. Metropolia powstała w 1832r. i jest obecnie drugim co do wielkości miastem zaraz po stolicy (pod względem powierzchni). To tutaj powstał pierwszy
kościół na terenie Gambii oraz pierwsza szkoła średnia.
Główna droga prowadzi wprost na prom, my jednak zostajemy na wyspie i szukamy miejsca o nazwie Bird Safari Camp
Dość szybko udaje nam się znaleźć drogę prowadzącą na zachód wyspy, gdzie około 3km od centrum znajduje się kemping
Wczesnym popołudniem docieramy do Ptasiego Kempingu, który słynie z malowniczego położenia na skraju wyspy. Jak się
okazuje jesteśmy tutaj jedynymi gośćmi co jeszcze bardziej sprzyja odpoczynkowi w ciszy i spokoju z dala od ludzi.
Recepcja i jednocześnie bar-restauracja pod znakiem ptaka
Zamówiliśmy obiad, a zanim kucharz zabrał się za gotowanie, wysłał jednego ze swoich pomocników na spacer po zakupy do miasta
Namioty położone są bezpośrednio nad brzegiem rzeki, mogliśmy dowolnie wybrać naszą oazę spokoju
Od spania pod gołym niebem dzieli nas tylko płótno namiotu i moskitiera, a przez całą dobę słychać ptaki, odgłosy dziczy i szum wody
Każdy namiot ma własną łazienkę z bieżącą wodą i bardzo wygodne łóżka
Tacy goście w pokojach to chleb powszedni, gekony umiejętnie poruszają się pomiędzy wnętrzem namiotu i jego otoczeniem
W oczekiwaniu na obiad pora na krótką drzemkę
Po dwóch godzinach obiad jest gotowy ze świeżych produktów prosto z targu w centrum miasta, ryż, sałatka, ryba, trochę ziemniaków i pomidorów
Kolejne zwierzątko, gdzieś na obrzeżach restauracji
Po jedzeniu ruszamy nad rzekę, gdzie korzystamy z usług kempingu i udajemy się na rejs po rzece Gambia. Na północ od wyspy McCarthy
znajduje się niewiele mniejsza wyspa Kajakat, miejsce występowania m.in. hipopotamów. Kapitan obiecuje nam rejs w poszukiwaniu tych jednym z największych
ssaków ziemnowodnych.
Popołudnie to najlepszy czas na odbywanie rejsów i największa szansa na spotkanie dużej ilości zwierząt
Płyniemy blisko brzegów, gdzie prąd jest słabszy, a tym samym możemy podziwiać piękną przyrodę okolicznych wysp
Na zakolach rzeka mnoży swoją szerokość, można odnieść wrażenie, że pływamy po jeziorze
Counsul pracujący na kempingu bierze nas pod swoje skrzydła i odpowiada na każde nurtujące pytania
W cieniu drzew można wypatrzeć wysokie termitiery
W kilku miejscach przy brzegach malutkie przystanie, w których rybacy przesiadają się do mniejszych łodzi lub zostawiają w chatach swój sprzęt
Panowie na rufie, panie na dziobie
Nieodłącznym elementem krajobrazu są baobaby górujące nad wszelką inną roślinnością
Mimo, że okoliczne wyspy nie leżą w obrębie parku narodowego, to rzadko zapuszcza się tutaj człowiek, natura pozostawiona jest sama sobie
W czasie rejsu popołudniem jest dużo chłodniej, a przed ostatnimi promieniami słońca chroni nas zadaszenie łodzi
Śledzenie krajobrazów na brzegu staje się naszą obsesją
Gambia jest jedną z ważniejszych rzek Afryki Zachodniej, jej długość przekracza 1100km, a przyjdzie nam jeszcze być kilka km od jej źródła
Wpływamy w mniejsze odnogi, gdzie można spotkać hipopotamy
Pod palmami kilkadziesiąt metrów od nas to ogromne zwierzę z otwartą paszczą
I kolejny egzemplarz przy brzegu skubiący zarośla
Z opowiadań i zachowań naszych przewodników wynika, że ludność i rybacy bardzo poważnie traktują zagrożenie ze strony
hipopotamów. Pomimo przedstawiania tego zwierzęcia w kulturze masowej jako miłego, okrągłego hipcia są to najbardziej niebezpieczne i
najbardziej agresywne ssaki. W czasie ich tropienia nigdy nie zgasiliśmy silnika łodzi, a każde podejrzane zmącenie wody skutkowało
odpłynięciem na kolejną bezpieczną odległość.
Siedlisko hipopotamów w okolicach Janjangbureh nazywane jest przed lokalnych ludzi "fatałoooro" pisane tak jak usłyszałem
Znowu wracamy trzymając się blisko brzegów rzeki w nadziei, że uda nam się wypatrzeć krokodyle, również żyjące w tym rejonie
Płynąc ma się wrażenie, że jesteśmy w amazońskiej dżungli, podobne odgłosy, przyroda, no i ta rzeka o błotnistym kolorze
Wspólne zdjęcie z kapitanem
Na szczytach palm koczkodany skaczą po liściach strącając owoce, które mogą później pozbierać z ziemi i znowu zjeść w koronach drzew
Gniazda nad wodą małego ptaszka z rodziny nektarników - nektarzyka myszatego, bardzo charakterystyczny obrazek na brzegami rzek
Poniżej perełka ornitologiczna podczas naszej wycieczki, sfotografowany Bielik Afrykański, duży ptak z rodziny jastrzębiowatych.
Przebywa on zawsze w pobliżu wody i poluje na brzegach, a jego łupem padają zazwyczaj mniejsze ryby, których potrafi zjeść nawet ponad 1kg dziennie.
Na punkty obserwacyjne wybiera zawsze najwyższe drzewa, z których rusza do ataku
Po około trzech godzinach wracamy na kemping odpoczywając już na łódce w drodze powrotnej
Popołudnie i wieczór mija nam na rozmowach z naszymi przewodnikami na tarasie przy atai - mocnej, słodzonej, zielonej herbacie