Okolice Kedougou i wodospad Dindefello

Dziś ruszamy pod granicę z Gwineą, nasza trasa prowadzi przez pierwsze 250km do Kedougou przez malowniczy Park Narodowy Niokolo-Koba. Po tym odcinku kończy się droga asfaltowa i odszukamy wioskę Dindefello, od której o około 2km oddalony jest piękny ponad 100m wodospad, osiągniemy nasz najdalej wysunięty punkt na południe w Senegalu.

Powolny poranek

Noc w hotelu okazała się drogą przez mękę, łóżko w pokoju nie miało podczepionej moskitiery co skutecznie wykorzystały komary. Na wieczór próbowaliśmy walczyć z małymi krwiopijcami, ale o kompletnym wytępieniu nie mogło być mowy. Skutki takiej nocy boleśnie odczuliśmy rano, jeśli mieliśmy złapać malarię, to była to idealna noc, na szczęście poza bąblami komary nic złego nie przyniosły.

Skromna łazienka i dziwne umiejscowienie prysznica, z którego woda lała się po wszystkim
Widok z okna, okolica mało atrakcyjna

O samym mieście Tambacounda należy wspomnieć kilka zdań, jest to stolica regionu i popularna baza noclegowa przede wszystkim dla kierowców ogromnych ciężarówek. Przemierzając miasto, ma się wrażenie, że samochody osobowe go nie odwiedzają, krzyżują się tutaj główne drogi prowadzące do Mali, Gambii, Gwinei czy Dakaru jest tu wiele stacji benzynowych, warsztatów, hosteli jak i dzielnica czerwonych latarni. Metropolia nie ma niczego szczególnego do zaoferowania turystom poza małym muzeum kolejnictwa i ciekawą nieczynną stacją kolejową o postkolonialnym charakterze.

Pora się spakować i ruszać w drogę, ale następnym razem warto przetestować innym hotel
Znajdujemy się w prowincji o tej samej nazwie co miasto, o czy informują nas znaki na poboczu
Przed nami 250km w palącym słońcu
Krajobrazy za oknem mało interesujące

Jazda z wysoką temperaturą powietrza skutkuje zapaleniem się czerwonej lampki temperatury. Szybko parkujemy na poboczu i uzupełniamy wodę, trzeba też było odpowietrzyć układ chłodzenia. Od MBour mieliśmy mały wyciek w chłodnicy, więc drobne niedopatrzenie skutkowało zagrzaniem silnika i koniecznością postoju.

Krótka przerwa w celu napojenia naszej "Renaty"
Wygląda na to, że co godzinę kontrolnie będziemy musieli sprawdzać poziom wody
Droga jest mało uczęszczana przez inne samochody, w zasadzie ilość mijanych pojazdów można policzyć na palcach jednej ręki

Po około 100km od Tambacoundy docieramy do granic parku narodowego, znajduje się tutaj posterunek kontrolny, a miły wojskowy informuje nas, aby jechać wolniej i uważać na przebiegające przez drogę zwierzęta.

Za oknami od kilku godzin ten sam krajobraz
Dominuje karłowata roślinność
Pumba z rodziną przebiegł nam drogę
Mijamy nowy most nad jednym z wyschniętych kanałów, którym płynie woda w porze deszczowej, stary most tuż obok
Autostrada do nieba
Czasami w krajobraz wkradają się dobrze nam już znane termitiery
I kolejny domek termitów w cieniu drzewa
Niedawny wypadek ciężarówki, sprawdziliśmy czy nikomu nic się nie stało, a w drodze powrotnej kierowca będzie miał okazje nam pomóc
Docieramy do Mako, jakieś 3/4 drogi już za nami
Malownicze wioski tuż przy głównej trasie
Osiołki w poszukiwaniu kawałka cienia pod murem
Na obrzeżach Mako przekraczamy rzekę Gambia w jej górnym biegu
Strumień wody nie jest już tutaj taki szeroki jak np. w Janjanbureh
Mieszkańcy okolicznych wiosek przychodzą z praniem nad brzeg
W okolicach zamieszkałych zawsze głośno i wesoło za sprawą dzieci
Chatka samotnika
Schronienia tubylców to tradycyjne gliniane pomieszczenia kryte strzechą
Wśród baobabów, akacji i szarych traw wioski wyglądają tak samo jak przed setkami lat
Popołudnie - czas powrotów ze szkoły
Dla nas czas na wyrównanie poziomu wody
Tutaj czuje się prawdziwego ducha rdzennych mieszkańców Senegalu
Płoty również powstają tradycyjną metodą
Kolejne wysoko podniesione ręce, to najbardziej cieszy kiedy dzieci odwzajemniają nasze pozdrowienia z auta
Niektóre wioski urastają do rangi małego busz-miasteczka
Tutaj również od niedawna pojawiły się kolektory słoneczne, a domki powoli się elektryfikuje
Z drogi osiołki
Opuszczamy rejon Tambacoundy i znajdujemy się w dywizji Kedougou, od tego miasteczka asfalt się kończy i znowu wszędobylski czerwony pył
Jedziemy na zachód, do granicy z Gwineą mamy około 30km w linii prostej
Okolice Kedougou zamieszkują przedstawiciele ludu Fula, rozprzestrzenieni także po Gwinei, Mali, Kamerunie czy Burkina Faso
Ludzie hodują tutaj głównie bydło, kozy i owce oraz drób, w mniejszym stopniu próbuje się tutaj uprawiać ziemię
Przedstawiciele Fula, to dawny lud koczowniczy, który opanował te tereny w XVIw. za sprawą potężnej kawalerii, zdolnej szybko się przemieszczać
Fulanie osiedlili się na tych terenach, bo dalszą ekspansję na południe uniemożliwiła im mucha tse-tse, zarażająca ludzi i bydło
Obecnie prowadzą oni osiadły tryb życia zakładając wioski i osady na dłuższy okres
Wzdłuż granicy z Gwineą na rozległym terenie podziwiamy w oddali wyżynę Futa Dżalon
Nadciąga duży przeciwnik, a w naszym aucie ogłaszamy alarm, wszystkie szyby należy szybko pozamykać
Kierowcy ani myślą zwolnić, a za nimi ciągnie się burza pyłu i kamieni, która opada dopiero po kilkunastu sekundach, nie ma mowy o otwartym oknie
W okolicach wioski Bandafassi odbijamy na południe w kierunku wioski Dindefello
Zbliżamy się powoli do wzgórz wyżyny Futa Dżalon
Droga tylko w kilku miejscach wymaga od nas trochę więcej uwagi, głównie z powodu rowów po porach deszczowych, ale jest przejezdna
Rejony te często trawią pożary, im dalej na południe tym częściej można zobaczyć czarne połacie sawanny, które strawił ogień
Późnym popołudniem docieramy do Dindefello, sennej wioski, która ożywia się jedynie na widok turystów chcących zobaczyć wodospad
Na małym placyku zostawiamy auto i wypytujemy o wodospad
Z wioski wyruszamy na południe, miejsce którego szukamy jest oddalone o około 2km w kierunku granicy z Gwineą
Młody Senegalczyk zgodził się zabrać nas na miejsce
Droga początkowo wiedzie przez sawannę, a potem wspinamy się po zboczach górskiego masywu
Spacer jak po prawdziwej dżungli, pokonujemy zwalone drzewa, podążamy coraz wyżej i wyżej
Droga zajmuje około pół godziny i nie jest męcząca
W górze widzimy ogromne pionowe skały, to z ich szczytów na końcu kanionu spływa rzeka
W końcu naszym oczom ukazuje się ściana z lejącą się po niej wodą
Wodospad ma około 110m wysokości i jest jednocześnie najwyższym wodospadem Senegalu
Panorama pionowa ściany z wodospadem w całej okazałości
Na mokrych granitowych zboczach rosną liczne drzewa i krzaki wpuszczając korzenie w każde najmniejsze nawet zakrzywienie
Panuje tutaj duża wilgotność i ma się wrażenie jakby cały czas padał dookoła deszcz
Jest to nasz najdalej wysunięty na południe punkt w Senegalu
Stąd już tylko 4km piechotą do granicy z Gwineą
Ja malutki w porównaniu z ogromnym kanionem
Oczywiście nie odmawiamy sobie przyjemności wykąpania się w tym miejscu, zwłaszcza, że nie ma innych turystów
Woda jest lodowata, ale jakoś udaj mi się przełamać opory i wejść do wody
Jedno z najpiękniejszych miejsc, które odwiedziliśmy
Pora wracać
To właśnie z tego masywu wypływa rzeka Gambia, ma swoje źródło 60km na południowy-wschód
Na innym końcu wioski odwiedzamy stragan dla turystów powracających z wycieczki nad wodospad i kupujemy drobną pamiątkę
Nocą wracamy do Bandafassi, gdzie na kempingu znajdujemy nocleg
Kolejny raz busz-chatka staje się naszym domem
Późno kładziemy się spać po wyczerpującym dniu